Czekaj... Mamy wolne serwery...
FelietonyRobert Wodzicki

Streaming: niespełniona obietnica

Muzyka jest naszą codzienną towarzyszką od zawsze, choć jej dostępność zmieniła się diametralnie na przestrzeni lat. Od prywatnych koncertów osiągalnych jedynie dla elit, nieporęcznych taśm, równie kultowych co niepraktycznych płyt winylowych, przez tanie i mocne płyty CD, aż do ostatniej wielkiej rewolucji, możliwej dzięki dobrodziejstwom Internetu: muzyki przesyłanej strumieniowo. Przyszłość malowała się w różowych barwach, praktycznie każdy utwór nagrany kiedykolwiek przez kogokolwiek miał być dostępny dla każdego, na wyciągnięcie ręki. Pewnym zaskoczeniem jednak jest fakt, że największa wada tego rozwiązania jest spowodowana przez pewną świętość w ekonomii: konkurencję.

Irytacja i rozczarowanie

Dla mnie, jako fana szeroko rozumianej „czarnej” muzyki zza oceanu rok 2016 zaczął się wręcz świetnie. Nowy album Kanye Westa z datą premiery w dniu moich urodzin, poprzedzony świetnym krążkiem ze słynnym gościnnym występem Paula McCartney’a, na horyzoncie malowała się także premiera dawno zapowiadanego albumu Drake’a (w rzeczywistości okropnego) oraz powrót po zdecydowanie zbyt długiej nieobecności Franka Ocean. Wszystkie te płyty, gorsze lub lepsze, ku mojemu rozczarowaniu okazały się być albumami ekskluzywnymi.

Źródła konkurencji

Free-Photos / Pixabay

Albumy ekskluzywne to takie, które przez pewien, zależny od umowy, okres są dostępne wyłącznie na jednej platformie muzycznej. Najczęściej w ten sposób stara się przekonać do siebie wspomagany tonami gotówki najdroższej korporacji świata1. Apple Music, jednak niewiele w tym procederze ustępuje mu Tidal, czyli stosunkowo młody konkurent świetnie znanego Spotify, działający na dokładnie tej samej zasadzie co inni rywale z branży. Ta stosunkowo nowa usługa została ufundowana przez imponująco szerokie grono muzyków, w skład którego wchodzi Alicia Keys, Arcade Fire, Beyonce, Calvin Harris, Chris Martin, Daft Punk, Deadmau5, Jack White, Jason Aldean, J. Cole, Kanye West, Madonna, Nicki Minaj, Rihanna, Usher, oraz oczywiście słynny muzyk-biznesmen Jay Z2. Właściciele Tidala początkowo chcieli przekonać do siebie klientów przesyłaniem muzyki w bezstratnym formacie, jakością nie ustępującym płytom CD, z czasem jednak przeszli na nieco bardziej agresywny styl konkurowania. Również Apple Music na początku swojej działalności starało się przepychać na dość nasyconym rynku przy pomocy ciekawej oferty audycji radiowych prowadzonych przez najbardziej rozpoznawalnych muzyków świata, z czasem jednak wyciągnięte zostały większe działa.  

500 tysięcy powodów

Motywacje serwisów muzycznych są jasne, jednak zastanowić się można, dlaczego muzycy i wytwórnie zgadzają się na ograniczenie grupy odbiorców nowego dzieła, w najgorętszym i najważniejszym dla niego okresie: chwilę po premierze? Artyści z grupy właścicieli Tidala mogą motywować swoją decyzję chęcią przyciągnięcia klientów do swojego biznesu, jednak artyści niepowiązani w żaden sposób z Apple, Tidalem, Spotify czy Deezerem muszą zostać przekonani do takiego sposobu premiery swojego najnowszego dzieła. Dzięki wyjątkowej szczerości pewnego młodego rapera z Chicago nasze spekulacje są nieco mniej niepewne. W jego przypadku, Apple Music, oprócz sfinansowania reklamy nowej płyty, przygotowało czek na 500 tysięcy dolarów za dwutygodniową ekskluzywność3.

Liczba ta robi wrażenie, jednak należy pamiętać, że Chance wcale nie jest jakimś wielkim komercyjnym hitem. Spekuluje się, że za podobny kontrakt Drake zainkasował około 19 (!) milionów dolarów4. Chyba coraz mniej dziwi nas ta praktyka artystów? W końcu i tak możemy na miesiąc debiutu albumu naszego ulubionego artysty zmienić serwis muzyczny, prawda?

alags / Pixabay

Owszem, możemy. Jest to jednak niewygodne i kłóci się z ideą streamingu jako ostatecznej odpowiedzi na bolączki wszystkich słuchaczy. Za drobną opłatą miesięczną mieliśmy już nigdy nie martwić się o dostęp do jakiegokolwiek utworu, gdziekolwiek jesteśmy. Rzeczywistość staje się jednak coraz bardziej odległa od tej pięknej pierwotnej wizji. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla większości brak dostępu do najnowszego albumu Kanye czy Franka Ocean nie będzie żadnym problemem. Co więcej, zdaję sobie sprawę że dla dużej części słuchaczy dwutygodniowe opóźnienie w przesłuchaniu nowego albumu ulubionego artysty nie jest wielką niedogodnością. Ja też jestem w stanie z tym żyć. Jednak nie można zignorować faktu, że zmierza to w złą stronę. Możemy mieć na to jednak jakiś wpływ.

Głosowanie portfelem

W teorii, konsumenci w odpowiedzi na niekorzystne dla nich działania producentów powinni zagłosować portfelem i odwrócić się od nich. Wszelkie statystyki wskazują jednak na coraz lepszą sytuację serwisów muzycznych. Spotify w tym roku przekroczyło równie “magiczną” co imponującą barierę 50 milionów płacących użytkowników. Apple natomiast potrzebowało jedynie niewiele ponad roku działalności by zyskać całe 20 milionów użytkowników. Niestety nie znalazłem danych dotyczących Tidala czy Deezera, można jednak założyć, że cały rynek rośnie.  

https://www.statista.com/statistics/604959/number-of-apple-music-subscribers/
https://www.statista.com/statistics/604959/number-of-apple-music-subscribers/

 

https://www.statista.com/statistics/244995/number-of-paying-spotify-subscribers/

Wybór czy ograniczenie?

Konsumenci lubią mieć wybór. Dlatego mamy tak wiele sieciówek z niemalże identycznymi ubraniami, powstało tyle przeglądarek internetowych, czy chociażby ciągle powstaje tak wiele galerii handlowych (takich jak Wroclavia, o której pisał Mikołaj Klimczak). Nie można jednak oczekiwać, że ktokolwiek chciałby tak często zmieniać nabywany produkt. Czy możemy sobie wyobrazić, że przez Google Chrome nie możemy odwiedzić Facebooka? Oczywiście hiperbolizuje, jednak ogólny trend jest podobny. W końcu może dojść do sytuacji, w której cała dyskografia wybranego artysty będzie dostępna na wybranym serwisie (Jay Z już usunął kilka swoich albumów z serwisów innych niż Tidal5). Moim zdaniem taki obrót spraw przelałaby szalę goryczy, szczególnie w sytuacji kiedy użytkownicy przyzwyczaili się już do dostępności swojej ulubionej muzyki, często nie zauważając ograniczeń przy premierach najnowszych krążków. Dlatego mam nadzieję, że trend ten ulegnie osłabieniu, a artyści coraz rzadziej będą decydować się na umowy wyłącznościowe, lub będą one mniej rygorystyczne. Nawet jeżeli tak się nie stanie, ciągle jako słuchacze będziemy w najlepszej sytuacji w historii. Nawet jeśli będzie odrobinę gorsza niż mogłaby być.  

Komentarz redaktora naczelnego

Rzeczywiście, Robert ma rację licząc na osłabienie trendu, co przyczyniłoby się do poprawy sytuacji konsumentów. Należy jednak się zastanowić nad przyczynami akceptacji takich umów na czasową wyłączność przez artystów i ich konsekwencjami. Muzycy zgadzają się na to tylko i wyłącznie licząc na dodatkowe dochody. Należy jednak pamiętać, że serwisy streamingowe płacą artystom za odtworzenia. Jeżeli premierowy album nie będzie dostępny we wszystkich serwisach, a tylko w jednym, to ograniczyć to może ilość odtworzeń. Za miesiąc, gdy album pojawi się w pozostałych serwisach, może nie być już tak popularny: bo jest “stary”, słuchacze przesłuchali go w inny sposób, czy wreszcie pojawiły się już nowsze pozycje. Dodatkowo, ten serwis, który będzie w stanie wydać najwięcej na taką strategię, wkrótce może zacząć rosnąć szybciej niż inni. Zmieni to strukturę rynku: może skutkować wyjściem najsłabszych przedsiębiorstw i dominacją jednego przedsiębiorstwa, zgodnie z zasadą rich-get-richer. A przedsiębiorstwo dominujące może zacząć narzucać artystom gorsze warunki, przede wszystkim finansowe.Mikołaj Klimczak

Źródła

  1. Forbes: Najwyżej wyceniane firmy świata
  2. Tidal: Kto jest właścicielem Tidal
  3. Musically: Chance the Rapper Claims Apple Exclusivity Payment of $500K
  4. Fortune: Drake’s Apple Music Partnership Is A Blockbuster
  5. Cult of Mac: Jay Z has pulled his Blueprint albums from Apple Music