Czekaj... Mamy wolne serwery...
BiznesInfo

Formuła 1: pieniądze w sporcie

W czasach, kiedy najsłynniejsi piłkarze regularnie już kupowani są za kwoty dziewięciocyfrowe, dziwić mogą wieści z Formuły 1, gdzie o fotele w mniejszych zespołach rywalizują w dużej części kandydaci zamożniejsi, lub niosący za sobą wsparcie wielkich firm. O angażu często decydują nie tylko umiejętności, ale też wysokość wnoszonych funduszy. Z uwagi na ostatnie doniesienia o losach Roberta Kubicy wielu mniej zorientowanych fanów może być zaskoczonych takim stanem rzeczy. Jednak w królowej sportów motorowych nie jest ten fakt niczym nowym.

Nowa nadzieja

Ostatnie kilka miesięcy dla fanów motosportu było prawdziwą jazdą bez trzymanki. Kiedy już wydawało się, że kariera Roberta Kubicy zmierza donikąd, wiadomość o testach w bolidzie Formuły 1 zespołu Renault spadła jak grom z jasnego nieba.

Po tragicznym wypadku w 2011 roku wydawało się, że jest to już niemożliwe. Program jazd trwał jednak nadal, najpierw podczas oficjalnych testów na Węgrzech w modelu Renault na sezon 2017, a następnie podczas posezonowych prób opon w Abu Zabi, już w składzie zespołu Williams Martini Racing. Kiedy wydawało się już, że pierwszy polak w Formule 1 dokona niemożliwego, stając się jednocześnie również drugim polakiem w tym sporcie, niespodziewanie kontrakt podpisał rosyjski debiutant, Sergey Sirotkin.

Pieniądze w sporcie

Jak podają różne źródła, Rosjanin oprócz niezaprzeczalnych umiejętności oraz dość nikłego doświadczenia wniósł do zespołu około 20 milionów euro. Pieniądze te, płacone przez SMP Racing, spółkę powiązaną z SMP Bank of Russia miały stać się głównym powodem podpisania kontraktu. Środki te ponad dwukrotnie przewyższają kwotę uzbieraną przez sponsorów których udało się pozyskać Robertowi Kubicy. Rozgoryczenie polskich fanów można łatwo zrozumieć, jednak należy pamiętać, że już nie pierwszy raz pieniądze okazały się pomóc zadecydować o składzie kierowców. Nie zawsze oznacza to jednak, że kierowca z pokaźnym wsparciem nie ma nic innego do zaoferowania.

Przykład najlepszych

Siedmiokrotny mistrz świata, jeden z najlepszych kierowców Formuły 1 w historii, Michael Schumacher, również karierę zaczynał w dużej mierze dzięki pieniężnemu wsparciu Mercedesa1.

urv / Pixabay

Podobnie Niki Lauda, mistrz świata, którego historia powrotu po groźnym wypadku przypomina historię Roberta Kubicy, pierwsze kroki w Formule 1 stawił zapożyczając się2. Po udowodnieniu jakiego kalibru jest kierowcą, jego dług spłacił legendarny zespół Ferrari, z którym zdobył dwa tytuły mistrzowskie.

 

Niewygodna prawda

Szukając przyczyny takiego stanu rzeczy trzeba zważyć następujące fakty. W piłce nożnej, o sile zespołu decyduje przede wszystkim skład oraz trener. W Formule 1, jak niewygodny byłby to fakt, w dużej mierze sukces zależy od samochodu. Świetny kierowca niewiele zdziała w kiepskim samochodzie, natomiast kierowca przeciętny dostając doskonały bolid jest w stanie zdziałać naprawdę wiele. Przykłady można mnożyć, w ostatnich sezonach najlepszym dowodem tego jest Fernando Alonso, dwukrotny mistrz świata, który w niezbyt konkurencyjnym samochodzie walczy bardziej o miejsca w pierwszej dziesiątce, niż zwycięstwa. Sam Robert Kubica powiedział kiedyś, że czasem lepiej jest wybrać zawodnika z zapleczem finansowym3:

“– Gdybym miał team i do wyboru bardzo dobrego kierowcę bez budżetu albo kierowcę, który jest o 0,3 sekundy wolniejszy, ale ma dużego sponsora, brałbym tego wolniejszego! Ponieważ jego pieniądze mogę zainwestować w rozwój samochodu i poprawię go znacznie bardziej niż o te 0,3 sekundy, co da korzyść obu zawodnikom”

Brytyjskie legendy

Porównując dane pochodzące z Williamsa oraz Manchesteru United (oba te zespoły obecne są na giełdzie, a co za tym idzie zobowiązane są do publikacji sprawozdań finansowych), może dostrzec kilka innych interesujących faktów. Po pierwsze, zespół piłkarski wykazuje o wiele większe przychody. W 2016 roku (Williams nie opublikował jeszcze sprawozdania za ubiegły rok), przychód Manchesteru United wynosił ponad 515 milionów funtów, kiedy to Williams zanotował jedynie 167 milionów funtów. Klub piłkarski około jedną piątą tej kwoty osiągnął sprzedając bilety na mecze na własnym stadionie, co oczywiście nie ma miejsca w Formule 1. W sprawozdaniu zespołu Williams, w notce dotyczącej przychodów przeczytać można “The Group principally earns revenue through sponsorship, commercial rights and engineering services”. To wskazuje, jak ważną rolę w finansowaniu zespołu odgrywają sponsorzy. W przypadku Manchesteru United, przychody uzyskane z wpłat sponsorów ustępują tym związanym z dniem meczowym na stadionie.

Największy sport

Lenaeriksson / Pixabay

Wpływ na poziom przychodów ma popularność tych sportów. W 2017 roku, Formuła 1 zanotowała oglądalność na całym świecie na poziomie 1,4 miliarda4. Tymczasem, mecze jedynie Manchesteru United w sezonie 2016/2017 wygenerowały skumulowaną oglądalność na poziomie 3,1 miliarda widzów5. Podobną dysproporcję można prześledzić badając liczbę fanów tych drużyn w mediach społecznościowych. Profil drużyny z Manchesteru na Twitterze obserwuje 17 milionów osób, natomiast zespołu Franka Williamsa jedynie 813 tysięcy. Cała Formuła 1 obserwowana jest przez jedynie 3,5 miliona fanów.

 

Logistyczny koszmar

Kolejnym ważnym faktem jest koszt prowadzenia zespołu. W Formule 1, ze względu na dynamicznie zmieniające się przepisy, co roku należy przygotować konstrukcję bolidu, co wiąże się z tysiącami roboczogodzin inżynierów pracujących w tunelu aerodynamicznym. Należy zadbać też o logistykę

GREGOR / Pixabay

przewożenia ton delikatnego i drogiego sprzętu w trakcie sezonu z Australii, przez Azję, Europę, Amerykę, z powrotem do Azji, na ostatni wyścig sezonu w Abu Zabi. Trzeba jednocześnie zadbać o rozwój samochodu w trakcie sezonu, równocześnie dbając też o przyszłoroczną konstrukcję. W przypadku zespołów fabrycznych, takich jak Renault, Mercedes czy Ferrari, wydatki na nie są traktowane bardziej jako marketing, dlatego mogą one sobie pozwolić na większe inwestycje, które potem mogą się zwrócić nagrodami za zdobywanie wysokich miejsc w klasyfikacji. Mniejsze zespoły, takie jak Williams, muszą jednak o wiele uważniej zarządzać swoimi finansami.

Czas zmian

W ostatnim czasie w Formule 1 czuć wiatr zmian. Liberty Media zakupiło Formułę 1 od legendarnego Berniego Ecclestone’a, którego porównać można chyba tylko do Waltera Hofera- wiecznego dyrektora skoków narciarskich. W efekcie sport ten bardziej otwiera się na fanów, o wiele bardziej aktywne są profile społecznościowe, a także konto YouTube. W celu zwiększenia oglądalności przesunięto też start wyścigów, z 14 na 15.10 czasu polskiego. Zmieniono także zupełnie komunikację wizerunkową sportu, na czele z zupełnie nowym logiem. Przepisy techniczne również uległy modyfikacjom, pozwalając na ładniejsze i szybsze bolidy, co poprawia tylko efektowność sportu. Zmiany te, oraz wiele przyszłych planowanych, z pewnością wpłyną na popularność tego sportu, a co za tym idzie na sytuację finansową zespołów.

Podsumowanie z przemyśleniami

Czy pogoń nowych właścicieli za oglądalnością wpłynie jednak na obecność tak zwanych paydriverów, czyli kierowców płacących za występy? Moim zdaniem nie. Motorsport jest bardzo drogą dziedziną. Nawet stawianie w nim pierwszych kroków, czyli uczestniczenie w wyścigach gokartów, wiąże się z dużymi wydatkami. Dlatego też uważam, że ciągle drzwi Formuły 1 otarte będą najszerzej dla kierowców bogatych, lub hojnie opłacanych przez sponsorów. Nie należy jednak rozpaczać z tego powodu. Wsparcie sponsorów nie bierze się znikąd. Kierowcy tacy jak Sergio Perez czy Fernando Alonso, wspierani przez przedsiębiorstwa pochodzące z ich krajów wielokrotnie udowodnili, że godni są miana kierowców królowej sportów motorowych. W przypadku kierowców wspieranych przez ich bogate rodziny, często udowadniają oni swoją wartość, a co za tym idzie używają pieniędzy jedynie do rozruchu swojej kariery. W przypadku jednak ciągłego rozczarowywania wynikami, są oni również usuwani, niezależnie od wpłacanych środków. Dlatego, mimo niezbyt korzystnych dla polskich kibiców wieści z zespołu Williams, na sezon 2018 można patrzeć z optymizmem. Być może Sergey Sirotkin spłaci kredyt zaufania, okazując się świetnym zawodnikiem. Jeśli nie, Robert Kubica z pozycji kierowcy testowego i rozwojowego będzie pierwszą opcją do zastąpienia go.

Źródła

  1. https://www.motorsport.com/f1/news/the-curious-case-of-the-f1-pay-driver/
  2. https://www.sportskeeda.com/slideshow/5-things-did-not-know-niki-lauda/2
  3. http://weszlo.com/2018/01/16/przehandlowali-jakosc-za-pieniadze-kubica-tylko-kierowca-rezerwowym-williamsa/
  4. http://satkurier.pl/news/166895/f1-2017-ogromny-wzrost-ogladalnosci-na-swiecie.html
  5. http://ir.manutd.com/company-information/about-manchester-united.aspx